2 stycznia 2010

Ostatnia noc i dzień wolnego.

Taj, bo od poniedziałku Kasia zaczyna znów poranne wstawanie. Tyleże teraz już rzadziej, bo 2 dni w tygodniu + sobota będzie pracowała w domku :)
Kasia cierpi na brak porządnego sprzętu fotograficznego. Patrząc na ten problem okiem optymisty - powina go mieć najdalej w połowie roku, może szybciej? Artysta drzemiący wewnątrz jej ciała jęczy oglądając aktualne foty z mega pixelozą ze starego kompaktu Canona ... uff...

Szlag mnie trafia z pogodą. Byłam dziś na spacerze i było tak ślisko że nie można normalnie po tym lodzie chodzić. I to na leśnych drogach! Bo na powiatowych jest w miare normalnie.
Nawet konia nie mozna wypuścić na padok, bo może sobie nogi połamać. Stoi biedna kobyła w boksie... przynajmniej kozę ma do towarzystwa.
Mieliśmy pojechać po źrebaka, ale oczywiście drogi nieprzejezdne. Laskiem rajdzik byłby ok, gdyby nie szklanka z lodu na leśnych drogach. I dupa.

Dorzucę trochę zdjęć, co by dodać ciut kolorów na dziś.

To Ola na moim koniku. Ola jest najmłodszą ze stałych dziewcząt przyjeżdżających do nas jeżdzić konno. Mówi koleżankom że kocha moją kobyłkę. Podobno nawet kupiła jej ostatnio jakis komplet do jazdy. Większość miłości końskich kończy się wraz z kolejnymi etapami nastoletniego życia młodocianych ;)
Czy moja Miscu okaże się takim zwykłym zauroczeniem Oli - cóż, zobaczymy.


Fotka: Miscu i Ola


Ciut niżej Martyna na tej samej kobyłce. Panna po ostrych przejściach związanych z jazdą konną: pierwsze jazdy po poważnym wypadku.


Fotka: Miscu z Martyną


A to My we dwie, hehe. Układa nam się w miare dobrze, raz lepiej raz gorzej. Klacze potrafią być humorzaste, a baby jak to baby - raz sie kłócą, raz nie ;)


Fotka: Ja i Mycha

0 komentarze: