2 stycznia 2010

Powrót

No więc wróciliśmy ze Szczecina. Popracowaliśmy sobie na akord stwierdając że nigdy więcej! Chybaże za granicą i za euro. Wyzysk niesamowity, allle... towarzystwo za to zajebiste. Zacznę od tego że dostaliśmy mieszkanie w piwnicy.

Plusy:
- czysto i brak piwnicznych pająków - pełen węzeł sanitarny (no tylko lodówkę wcięło)
- kabina prysznicowa z hydromasażem i radiem ^^
- własny pokój
- wypełniony barek alkoholowy z zakazem wstępu ;D

Minusy:
- czasem brak ciepłej wody
- grzyb na ścianie w kiblu oraz brak wentylacji
- kiepskie kojo, musieliśmy pożyczać materac.

A to że ja jedna, a chłopów w mieszkaniu sześciu to inna para kaloszy ;) No ale byłam z moim brzydalem więc reszta spała w innym pokoju. Praca trwała w 20-stanowiskowych halach. Wesoło było, prawdę mówiąc musiało być, bo po 12-godzinnej harówce z małymi przerwami na żarcie ludziom zaczyna zdrowo odpierdalać. Przykładem takim było celowe wysypywanie kolegom/koleżankom jakiegoś syfu na stanowisko, przybijania pistoletów na zszywki do stołu, nie wspominając o drewnianych "kutasach" przytwierdzonych podczas przerwy obiadowej kobietom. A no i zszywkami też można było z owych pistoletów postrzelać. Kolega Grzesiek dostał serię strzałów zszywkami prosto w dupę aż podskoczył. Przypominam, że praca była na akord, więc wszelkie cuda przytwierdzone do stołu stanowiska opóźniały pracę takiemu biedakowi. A produkowaliśmy tam stroiki świąteczne. Trzeba było ciąć gałązki na kawałeczki i przyszywać je takim właśnie pistoletem do podstawki. Jakie było zdziwienie koleżanki gdy wróciła z obiadu, a jej oczom ukazał się piękny drewniany niby-penis z czerwoną bombką na końcu przytwierdzony na środku stołu... W każdym razie wszyscy świetnie się rozumieli, i nie miało znaczenia to że prawie połowa ludzi tam pracujących to ukraińcy.



Wróciliśmy do domu zmęczni i stęsknieni za synem. No i przywiozłam ze sobą przy okazji zapalenie oskrzeli i mega katar. Męczę się niesamowicie. Mam nadzieję że od jutra będzie już lepiej.

0 komentarze: